Mam wrażenie że na blogu wciąż króluje zima. Ciekawe dlaczego ;)
Tak dawno tu nie zaglądałam, że aż pajęczyną zarosło, a wystarczyłoby tak przelecieć miotłą choć raz w miesiącu, ile by tych miotłowych zamieceń było?- ze dwanaście. A ile się wydarzyło przez ten czas, ehh. Aż nudne te moje tłumaczenia, co nie? Było, minęło.
W każdym razie zaczynając po raz nie wiem już który od początku i ponieważ jest trochę zaległości do ogarnięcia wybaczcie ale posty ze zdjęciami nie będą w wielkim porządku chronologicznym, przeszłość będzie przeplatać się z teraźniejszością. Zabrzmiało patetycznie :)
Jemiołów.
W tej przepięknej wiosce mieszkamy już ponad dwa lata. Nie sposób się w niej nie zakochać.
Kiedy ostatnio pomyślałam przez chwilę że miałabym się stąd wyprowadzić, to przez tą chwilę właśnie zabrakło mi powietrza. Tak po prostu nie mogłam oddychać. Pomyślałam sobie, tęskniąc za wiosną i latem, bo dla mnie to ukochane pory roku, że to miejsce dla mnie to taka moja Toscania.
Nikt niestety nie przekona mnie do jesieni ( z wyjątkiem pięknej, pogodnej, złotej), a tym bardziej do zimy, chyba że trwałaby nie dłużej niż miesiąc z temperaturą na poziomie -1,-2 i śniegiem oczywiście. Teraz każdy mi powie, że wiosną też może być paskudnie, oczywiście że tak, ale nikt mi nie zaprzeczy, że będą kwitły jabłonie i wiśnie, żonkile i tulipany i cała reszta zieleni budzącej się do życia. SŁOŃCA potrzebuję, jakoś zaraz chce się żyć, tak bardziej :)
WSCHÓD
I ZACHÓD SŁOŃCA