Ponieważ pracowity ze mnie house manager, to czasem tylko mogę wykorzystać chwilę by naskrobać co nieco.
Wczoraj wieczorem przyszedł w końcu ten moment, w którym zaczęłam, a to
chyba było dla mnie najtrudniejsze, wziąć się tak po prostu w garść.
A dziś należałoby się skonkretyzować :)
DOM
Pewnego razu moi rodzice stwierdzili, że należy zainwestować.Ale
nie chcieli tego robić wirtualnie i bawić się w akcje/obligacje,
postanowili kupić żywą ziemię, no i tak znaleźli jej kawałek gdzieś na
końcu świata z zagruzowanym i rozwalającym się niby gospodarstwem, które
lata swej świetności miało już dawno za sobą.
A tak na poważnie to kraniec świata jest całkiem blisko mojego
rodzinnego miasta Poznania- zaledwie 137 km w kierunku na Berlin. Wieś o
wdzięcznej nazwie Jemiołów znajduje się tuż obok Łagowa- pięknego
miasteczka otoczonego jedynymi w swym rodzaju bukowymi lasami, z
głębokimi polodowcowymi jeziorami oraz pojezuickim zamkiem- piszę to
tylko w ramach wstępu, bo więcej na ten temat rozwinę się w osobnym
poście.
Wracając do gospodarstwa. Tak na prawdę nie wiem w jakim było stanie
kiedy rodzice je kupili, bo wtedy tam nie zaglądałam, a niestety żadnych
zdjęć nikt nie zrobił. Było fatalnie. Setki ton gruzów, pozarastane,
ruiny dawnych budynków gospodarczych, z których już nic nie można
zrobić, jeden tylko się ostał, który tata postanowił odbudować, szczyt
zmieniając zupełnie, oraz mały domek ok 37 m2, który również potrzebował
uzdrowienia, a który teraz jest cały wyremontowany i w którym jest
wszystko czego potrzeba by tam mieszkać.
Moi rodzice zrobili tam kawał wielkiej roboty, która pochłonęła sporo
czasu, zaangażowania, nie mówiąc o pokładach finansowych, bo zdaje się,
że to studnia bez dna.
A w tym roku przekazali to gospodarstwo nam w prezencie. Oczywiście była
dla nas bardzo ważna decyzja, w końcu z dużego miasta jakim jest Poznań
postanowiliśmy się wyprowadzić ( jeszcze nie w tej chwili) do maleńkiej
wioski, co nie każdemu odpowiada. Nam natomiast marzyło się życie
bliżej natury, gdzie nasze dzieci więcej czasu spędzą na dworze niż
przed komputerem, a i my również będziemy czerpać z tego wymierne
korzyści.
Ktoś pomyśli, w takim razie co z pracą i utrzymaniem się, w końcu
województwo lubuskie jest obszarem gdzie bezrobocie jest bardzo wysokie.
My postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym.
AGROTURYSTYKA- to właśnie to co chcemy robić. No może ja przede
wszystkim będę się tym zajmować, Paweł mi oczywiście pomoże, ale on
zajmie się inna działką, bo wykształcił się częściowo w Poznaniu a
bardziej w Cambridge w Wielkiej Brytanii, i Holandii w biznesie
międzynarodowym i marketingu. Jeszcze w tym roku zakłada własną
działalność i pod nazwą AGENCJA WZROSTU SPRZEDAŻY wkracza na podbój rynku :)
A nasza agroturystyka to marzenie do spełnienia. :) o tym przede
wszystkim chcę tutaj pisać, mam nadzieje że uda mi się wszystko
posklecać w jedną spójną całość. Będzie dużo zdjęć i sporo pomysłów.
Liczę na przychylne oko i rady doświadczonych gospodarzy, artystów,
pisarzy, zwyczajnych ludzi którzy zazwyczaj są właśnie najbardziej
nadzwyczajni.
Kreujemy swoje życie, swój dom.