piątek, 29 października 2010

no i o co chodzi z DOMEM?

Ponieważ pracowity ze mnie house manager, to czasem tylko mogę wykorzystać chwilę by naskrobać co nieco.
Wczoraj wieczorem przyszedł w końcu ten moment, w którym zaczęłam, a to chyba było dla mnie najtrudniejsze, wziąć się tak po prostu w garść.
A dziś należałoby się skonkretyzować :)

DOM

Pewnego razu moi rodzice stwierdzili, że należy zainwestować.Ale nie chcieli tego robić wirtualnie i bawić się w akcje/obligacje, postanowili kupić żywą ziemię, no i tak znaleźli jej kawałek gdzieś na końcu świata z zagruzowanym i rozwalającym się niby gospodarstwem, które lata swej świetności miało już dawno za sobą.
A tak na poważnie to kraniec świata jest całkiem blisko mojego rodzinnego miasta Poznania- zaledwie 137 km w kierunku na Berlin. Wieś o wdzięcznej nazwie Jemiołów znajduje się tuż obok Łagowa- pięknego miasteczka otoczonego jedynymi w swym rodzaju bukowymi lasami, z głębokimi polodowcowymi jeziorami oraz pojezuickim zamkiem- piszę to tylko w ramach wstępu, bo więcej na ten temat rozwinę się w osobnym poście.

Wracając do gospodarstwa. Tak na prawdę nie wiem w jakim było stanie kiedy rodzice je kupili, bo wtedy tam nie zaglądałam, a niestety żadnych zdjęć nikt nie zrobił. Było fatalnie. Setki ton gruzów, pozarastane, ruiny dawnych budynków gospodarczych, z których już nic nie można zrobić, jeden tylko się ostał, który tata postanowił odbudować, szczyt zmieniając zupełnie, oraz mały domek ok 37 m2, który również potrzebował uzdrowienia, a który teraz jest cały wyremontowany i w którym jest wszystko czego potrzeba by tam mieszkać.
Moi rodzice zrobili tam kawał wielkiej roboty, która pochłonęła sporo czasu, zaangażowania, nie mówiąc o pokładach finansowych, bo zdaje się, że to studnia bez dna.
A w tym roku przekazali to gospodarstwo nam w prezencie. Oczywiście była dla nas bardzo ważna decyzja, w końcu z dużego miasta jakim jest Poznań postanowiliśmy się wyprowadzić ( jeszcze nie w tej chwili) do maleńkiej wioski, co nie każdemu odpowiada. Nam natomiast marzyło się życie bliżej natury, gdzie nasze dzieci więcej czasu spędzą na dworze niż przed komputerem, a i my również będziemy czerpać z tego wymierne korzyści.

Ktoś pomyśli, w takim razie co z pracą i utrzymaniem się, w końcu województwo lubuskie jest obszarem gdzie bezrobocie jest bardzo wysokie. My postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym.
AGROTURYSTYKA- to właśnie to co chcemy robić. No może ja przede wszystkim będę się tym zajmować, Paweł mi oczywiście pomoże, ale on zajmie się inna działką, bo wykształcił się częściowo w Poznaniu a bardziej w Cambridge w Wielkiej Brytanii, i Holandii w biznesie międzynarodowym i marketingu. Jeszcze w tym roku zakłada własną działalność i pod nazwą AGENCJA WZROSTU SPRZEDAŻY wkracza na podbój rynku :)
A nasza agroturystyka to marzenie do spełnienia. :) o tym przede wszystkim chcę tutaj pisać, mam nadzieje że uda mi się wszystko posklecać  w jedną spójną całość. Będzie dużo zdjęć i sporo pomysłów. Liczę na przychylne oko i rady doświadczonych gospodarzy, artystów, pisarzy, zwyczajnych ludzi którzy zazwyczaj są właśnie najbardziej nadzwyczajni.
Kreujemy swoje życie, swój dom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz